„Ja, Ozzy”

Ozzy Osbourne to jeden z najbardziej znanych metalowców i rockmanów na świecie. Słynie nie tylko z tego, że podczas jednego z koncertów odgryzł głowę nietoperzowi, ale przede wszystkim, ze świetnej muzyki wielbionej przez miliony fanów na całym świecie. Mroczne piosenki solowe, jak i te śpiewane z zespołem Black Sabbath, balansujące pomiędzy metalem a rockiem, ale też spokojne rockowe ballady są znane kilku pokoleniom. Ozzy znany jest również z zamiłowania do używek, które o mały włos doprowadziłyby do jego śmierci. Jednak wokalista żyje. A jak dowiemy się z jego autobiografii, ma się całkiem nieźle.

„Ja, Ozzy” to autobiografia absolutnie szczera, a przy okazji fenomenalna, Nie chodzi tu wcale o ponadprzeciętne walory literackie. To przede wszystkim opis mnóstwa sytuacji, które z różnych powodów śmieszą. Bywają także te nieco bardziej poważne, chwilami niemal dramatyczne, ale cała książka utrzymana jest w lekkiej formie, dzięki której czytanie jest czystą przyjemnością. Bez problemu można przeczytać ją od deski do deski, nawet nie zauważając, że liczy sobie 400 stron.

Każda kolejne historia opisywana przez Ozzy’ego zapiera dech w piersiach. Nie tylko tym, jak była fantastyczna, ale raczej stopniem głupoty, jakim regularnie wykazywał się autor. Ozzy nie ukrywa, że dawniej jego głowa pełna była idiotycznych pomysłów. Nie kryje się z uzależnieniami ani z tym, jak wiele w życiu stracił z własnej winy. Jest szczery do bólu, przez co lektura staje się gratką nie tylko dla jego zagorzałych fanów, ale również dla czytelników, którzy biorąc książkę do ręki, pierwszy raz słyszą o Osbournie.